O Paryżu słów kilka miłych, a także cierpkich i gorzkich. Z cyklu - Poznaj prawdziwy Paryż.

13:53:00 kasia bry 0 Comments


   Paryż, Paryż ... kolejny raz Paryż. Widocznie znów nie ma nic na świecie lepszego do zobaczenia, bo kolejny raz postanowiłam przekroczyć granicę z Francją. Zaczynała się jesień, więc liście nabierały powoli barw tak zwanych potocznie różnokolorowych, a dzień powoli stawał się coraz krótszy, jednak październik (i końcówka września) to doskonały moment, aby ponownie poszlajać się brudnymi ulicami Paryża i pojeździć cuchnącym metrem razem z masą imigrantów. Tak! Kocham to miasto i jestem wielkim entuzjastą!




Tak, to miasto wciąż mnie fascynuje, wciąż zachwyca i monotematycznie wciąż odnajduje tu coś nowego i przy tym jednocześnie sama się temu dziwie. Zawsze kiedy wydaje mi się, że znam tu już tyle miejsc, że nowych już na pewno nie odkryje to przed samym wyjazdem tworzą się listy  setek zakątków, które warto odkryć, zobaczyć, odhaczyć albo po prostu odkryć na nowo. w nowej odsłonie - jesiennej, zimowej, wiosennej, świątecznej, dziennej czy nocnej ... Tak!



Jesień jest dla mnie zawsze bardziej twórcza, może to sprzyjająca depresji i chandrze pogoda sprzyja mi także w rozmyślaniu, rozpamiętywaniu paryskich szumów, spacerów i uśmiechów, a także krzyków i szyderczych spojrzeń...



Jakże ja lubię być w Paryżu kimś pomiędzy turystą, a paryżaninem... Co ja mówię! Właściwie to ja nie znoszę być tam turystą! Ba! Przecież sama nie znoszę turystów w Paryżu. Oni ciągle wszystko fotografują, wpychają się w kolejki oraz 

w moje wypatrzone sprytnie nowe śliczne kadry! Denerwująco spieszą się wszędzie, by wszystko zobaczyć i mieć w każdym miejscu modne słitaśne zdjęcia. 



Obłęd...






Wszędzie ich pełno, trudno ich ominąć, a już najwięcej na Montmartre...

Ja się pytam - Co się stałą z tą dzielnicą słynnych malarzy? Ja tu już nie widzę artystycznej głębi tego miejsca, ani żadnej magii ... Magia została na południu miasta, a tu widzę dokoła próbujących zarobić na życie imigrantów, a wokół ... klasycznie  ...tłumy gapiów w całego świata.






Indie...Japonia, Rosja, Niemcy, Polska ... a w tym wszystkim ja ... jedna z nic
h, a nawet gorsza, o wiele gorsza, z nieposkromioną obsesją sfotografowania wszystkiego i wszystkich ... no prawie wszystkich. I ten wieczny ból, że nie mogę tych chwil w Paryżu zatrzymać na zawsze ... zabrać ze sobą zapachu kawy, widoku i zgiełku każdej uliczki, wesołych i cudownych ludzi, kafejek, zabytków czy naleśników. Obłęd ... Ile mnie omija wtedy spotkań, zdarzeń, chwil? Chcę być wszędzie jednocześnie! Nie wiem .... wiem, że jak przycupnę gdzieś schowana za Placem Tertre zaczynam chłonąć atmosferę paryskiej bohemy... tak przecież mówią mądrzy ludzie o Paryżu - Ci którzy czują wciąż artystycznego ducha dzielnicy. Montmartre jest cudowne tylko o wczesnym poranku. Ludzie!! Tu prawie nikogo nie ma. Wtedy czuje oddech liści i nawet słońce świeci wówczas zupełnie inaczej, czulej ... lecz z każdą minutą ten płomień niestety gaśnie ..




   I tak wyobrażam sobie malującego Picassa czy śpiewającą Édith Piaf. Nie! Tego już tu nie ma, jest za to sporo lansu, czerwonych beretów, sztucznych zdjęć na instagrama i mnogość artystów od lat cumujących w tym samym jednym miejscu, dzień w dzień malująca całkiem niezłe portrety. Artysta ten sam, a twarze ciągle inne ... I tak życie sobie tutaj płynie. I tylko ja wracam tu od kilku lat ... tak jakby magnes był silniejszy od rozumu. Wiele rozmów i kilka chwil z trudem ujętych rozumem,  dziś pozostały znowu tylko wspomnienia... I tak siedzę na tych schodach pełna jednocześnie radości i miłości, ciesząc się życiem, a jednocześnie pełna smutku, że ta chwila jest taka ulotna... Dookoła słyszę toasty, odgłosy kieliszków... i zachwyty po francusku ... nad czym nie wiem .... może nad francuskim winem ... a może nad wnoszącym się ku niebu dachem Sacre Coeur ... nie wiem. Przecież Paryż to miasto miłości...



Błękitne niebo i promyki słońca, które wdzierają się na zmęczone twarze poetów rysunku...

Czym jest Paryż w sobotnie popołudnie?? Czym jest Paryż teraz tu dla Ciebie? Czego tu szukasz w tym błękicie, który jest Ci przecież zupełnie obojętny .... 

Czy jestem znowu tylko zabłąkanym turystą, przecież tak kocham czuć się w nie moim paryskim mieszkaniu tak parysko, lubię czuć, że jestem przecież tak tu poniekąd stąd- z mojego niemojego miasta, choć sama nie wiem, czy stąd chcę być stąd, ani tu ani tam..chcę dziś po prostu iść przed siebie i zostać tu jak najdłużej.

 Tu jestem zwyczajnie szczęśliwa. To jednak  jest takie proste.





   I kolejny raz wypatruję gdzieś na rogu sztukę uliczną, której znowu nikt nie widzi oprócz mnie, a gdy ze skupieniem próbuje uchwycić w dobry kadr coś co jest już jest przecież defacto uwiecznione, spotykam się z zainteresowaniem przechodniów, którzy nagle też dostrzegają coś, czego przecież nigdy nie widzieli ...


Patrzą uważnie, ale czy coś widzą? ...



Połyskują małe wieże Eiffla w rękach ulicznych sprzedawców i świecące są one tak jak to wieża w nocy świeci nad miastem ... i ciągle wywołuje zachwyty i wszechobecne równo wykrzyczane ooooooooooooo i wooooooooooow.



 I ja przecież kiedy pierwszy raz widziałam w nocy światła damy nie tłumiłam emocji, a co mi tam....przecież wciąż kocham te światła mocniej niż wszystkie światła w moim kraju. I kiedy idę tak dumnie wzdłuż Sekwany ... wpatrzona w światła miasta ... mój dzień mija mi w  okropne cztery sekundy: obudzenie,spojrzenie, zachwyt i umieranie ... tak jak całe nasze życie ...





Cztery sekundy to każdy kolejny dzień w Paryżu, który mija mi tu dosłownie jak mrugnięcie okiem ... a może...

nienawidzę tak się czuć i wciąż myśleć o tak rychłym rozstaniu ...

W nocy miasto nabiera innego wymiaru, widzę bogate damy w pięknych sukniach i ich służbę, która otwiera im drzwi samochodów na Placu Vendome. Co dziś świeci mocniej? Światła przy hotelu Ritz czy przyozdobione brylantami suknie pięknych pań? Idę tuż obok witryny słynnych projektantów mody, dla blogerów modowych pewnie zachwyt byłby tu niemały, wydziwnione buty, stroje czy klasyczna elegancja i coś, co może zarówno odpychać i zachwycać ... bo zależy kto przy witrynie stoi. Ja, starszy dziadek, pisarz, modelka, malarz, nauczyciel czy może bezdomny? Kto z nich dostrzeże nowoczesne kroje, a kto tylko spróbuje tu schronić się przed deszczem? Ah! Mówię wam, że jak zginąć to tylko tu na Vendome! ... Marzenia smutnego samobójcy ...










   A nieopodal jedna z licznych stacji metra (którą poznasz z dala po symbolu M lub po smrodzie) czyli bezdomni, żebracy, imigranci ... Standardowy obraz Paryża, który mimo, że mi nigdy nie przeszkadza, to nie jest mi obojętny ... Ale dla osoby pierwszy raz będącej turystą we Francuskiej stolicy mody może być lekkim szokiem. W tunelu widzę kilka materacy, resztki jedzenia i kubek z Mcdonalda, posłania i kołdry rozłożone na brudnej i obszczanej ziemi... Nikogo tu nie ma, przechodzę tu kolejny raz i myślę, czy te domy zostały już  na zawsze opuszczone ... czy tylko na chwilę w poszukiwaniu pożywienia i lepszego życia. Nie wiem tego znowu nie wiem, ale biegnę obok razem z innymi tak spiesznie biegnę i czuję się znowu tak, jakbym z nimi biegła do pracy czy z pracy i myślę nie tylko o biedzie, ale o tym, gdzie oni tak biegną teraz strudzeni ... za czym oni tak biegną strudzeni ...






   Dzięki szybkiej komunikacji znajduję się znowu za Montmartem, tu gdzie niby mieszkam, ale kolejny raz się gubię, spotykam znajome twarze płci przeciwnej, które witają mnie niczym sąsiadkę na imigranckim marsylskim podwórku. Czuję się tu dobrze, chętnie robię zakupy w osiedlowych sklepach, lubię tych ludzi, a oni mają mnie za osiedloną na obrzeżach imigrantkę. Rzadko sięgam tu po aparat. Tu na północy jest mało białych, dominują czarnoskórzy mieszkańcy ... tu Paryż ma znowu swoje inne oblicza. Miasto w tej okolicy budzi się na nowo codziennie na osiedlowych targach, a do snu kładzie się bardzo późną nocą. Dlatego w nocy czuje się tu dobrze. Okolica tętni życiem. Dla mnie to nic przerażającego, ale dla innych kobiet ta dzielnica wydawać się może po prostu niebezpieczeństwem. Nie mogę pojąć, że niebezpieczny tak bardzo jest dla ludzi odmienny kolor skóry. Nic złego powiedzieć z doświadczeń nie mogę, bo nic złego mnie w Paryżu nigdy (na szczęście) nie spotkało. 



Niestety wiem, że tu nie wszyscy są mili, nie wszyscy tu pragną turystów, a już na pewno nie chcą być fotografowani Spróbuj kiedyś porobić zdjęcia na gare du nord.....

Idę tu codziennie do domu i obserwuję tutejsze paryskie życie, myśląc że nie jest tu łatwo ... niektórzy ludzie i ich mroczne spojrzenia budzą tu we mnie lekki niepokój, chociaż paradoksalnie z drugiej strony to właśnie tu na północy czuję się zawsze najlepiej ... poza Montmartrem ... bo wystarczy przejść kilkaset metrów dalej od bazyliki, by poczuć się jak w paryskiej Sri Lance i pomieszkać w innym, naprawdę specyficznym  miejscu ... w sercu Europy. Tu jest przeklęty Paryż! Ale mój ulubiony! Mimo, że często męczący. Wieczorem  zaśmiecony, rano uśpiony... Miasto bardzo późno wstaje; wcześnie wstają chyba tylko Ci, co dojeżdżają do pracy RERem... reszta wstaje długo po wschodzie słońca. Pod moim domem długo balują czarnoskórzy mężczyźni młodzi i w podeszłym wieku. Widać, że w swoim towarzystwie czuję się doskonale...Dzień w dzień słyszę do rana francuskie opowiastki, a rano tylko śmieciarki tułają się po przyciemnionych ulicach,...po tych, które znam z wielu francuskich filmów, które  namiętnie chłonę ... oczywiście te filmy ... nie ulice ... choć i z tym bywa różnie, bo kto zna osobę, która kocha paryskie  cuchnące metro tak jak ja. Uwielbiam nawet dźwięki, które wydaje i wciąż je słyszę w swojej głowie. Rzekomo Francuzi uważają swoje metro za paskudne i śmierdzące, więc no cóż... o gustach się nie dyskutuje. Ale za to ja przecież nigdy nie jechałam w Paryżu najzwyklejszym samochodem! A można przecież i tak podziwiać miasto, przepełnione ulice i spieszących się przechodniów i śmiać się z nich pod nosem. Jakie to musiałoby być miłe być przez chwilę takim nadętym Francuzem w dobrym wozie, stać na światłach 
i patrzeć się z obojętnością w zapatrzonych w Notre Dame turystów!!! Być pełnym pogardy i z uśmieszkiem na ustach zastanawiać się, co wszyscy widzą w tym brudnym zakorkowanym mieście... 

Każdy widzi to, co chce zobaczyć....

Poezja......

A pod Notre Dame jak zwykle masa ludzi z kijami i niemała też kolejka do środka, podobnie jak kolejka do wejścia na górę. Paryż to jedna wielka kolejka, więc aby zwiedzić słynne atrakcje z przewodników trzeba przywyknąć do czekania. Można oczywiście kupić kartę na paryskie muzea, wtedy stoi się dużo mniej, albo wcale....tak też robię i ja, dzięki czemu w krótkim czasie jestem w wielu miejscach, co mnie zawsze napawa niesamowitą ekscytacją...





Tym razem także nie stałam , wiec po chwili wdrapuje się wolnym krokiem po wąskich schodach, by zza krat jak więzień podziwiać Paryż z dachu katedry. Te kraty na Notre Dame zawsze mnie lekko denerwują ... podobnie jak polscy turyści wymądrzający się, ze Wieża Eiffla to kupa złomu! Zawsze marzę w tej chwili zapytać się - Co tu robisz wobec tego w Paryżu nadęty zarozumiały gnoju?! ;)
Tak wiem, Wieża Eiffla jest paseeeee ... jak to mówią, bowiem powszechnie wiemy, że jest to nic innego jak kupa żelaza, a mimo to i tak ściąga turystów z całego świata, dzięki czemu ceny hoteli w ostatnich latach podskoczyły o kilkadziesiąt procent, na tyle że podczas Fashion Weeka nie było już dostępnych hoteli w ogóle (w cenach przyzwoitych oczywiście). Zostaje nam nic innego, jak tylko wynajmować mieszkania w Paryżu, wygląda to na biznes życia, oczywiście pod warunkiem niezbędnym, że takie mieszkanie się posiada. Ot to. ;)
Wracając więc na szczyt katedry widzimy z niej wspaniałą architekturę oraz wody Sekwany, które z góry wyglądają zdecydowanie czyściej niż z dołu....


Popatrzeć można na dachy miasta i krogulce na katedrze, które rzucają spojrzenia bardziej zaciekawione Paryżem niż znudzona obsługa Notre Dame. Zaraz obok katedry znajduje się Kaplica Sainte-Chapelle, która podobno zachwyca w przewodnikach, jednak nie mnie....



Bardziej zachwycają mnie już piękne stare mosty, z których mogę wraz z milionem innych ludzi oglądać zachody słońca.




Jeśli chcecie obejrzeć piękny zachód słońca bez udziału łokci na sobie to polecam udać się do Pompidou, tam jest taras (nie na ostatnim piętrze), gdzie jeszcze tłumy nie dotarły ... do czasu;)






Przy okazji możecie odwiedzić wystawy, bo jakby ktoś jeszcze nie wiedział to Pompidou to nic innego jak Muzeum Sztuki Współczesnej, więc jak to w Paryżu bywa dla każdego coś miłego. ...

Przy dobrych warunkach atmosferycznych spotka was niesamowity koniec dnia ... nie próbujcie robić zdjęć zza szyby Pompidou, bo one zawsze są brudne ... chociaż w sumie ...co kto lubi...


Dzielnica wokół Pompidou jest dość rozrywkowa, więc jak dobrze się rozejrzycie to na pewno spotka was dookoła masa atrakcji i nie będziecie się nudzić.





Jak wam mało wrażeń to możecie też skoczyć na Le Marais ... po falafela czy też poprzyglądać jak się bawi środowisko gejowskie ... a może nawet zrobić zakupy w stylu Vintage...;)



Na dziś wystarczy parady atrakcji o Paryżu, ciąg dalszy nastąpi. 


Poczuliście atmosferę prawdziwego Paryża? No ja myślę!



Wszystkie zdjęcia w poście są mojego autorstwa. 

Zakaz kopiowania i rozpowszechniania bez wiedzy autora.

Ponad 90% zdjęć jest bez obróbki graficznej.



0 komentarze: