LONDYN - protest przeciwko rządom Museveniego w Ugandzie.

04:49:00 Jestem w podróży 0 Comments

   

   Podróżowanie to nie tylko "zaliczanie" kolejnych znanych zabytków
i miejsc. To nie tylko chodzenie od miejsca do miejsca, aby zrobić ciekawe zdjęcie i odhaczyć najważniejsze punkty programu. Podróże to umiejętność szerszego spojrzenia na kulturę i na ludzi, a także zauważenie problemów i wyzwań, z jakimi spotykają się mieszkańcy danego regionu. Podczas krótkich wypraw jest to bardzo trudne, aczkolwiek warto chociaż w minimalnym stopniu przyjrzeć się z bliska nowemu otoczeniu.
    
W środę w Londynie znalazłam się w centrum protestu Ugandczyków, którzy mieszkają w stolicy Anglii. Chciałabym przybliżyć wam problem, którego dotyczy protest.

  Uganda to państwo we wschodniej Afryce. Kraj jest słabo rozwinięty, a ludzie żyją głównie z hodowli i rolnictwa. Sytuacja społeczna w tym państwie jest bardzo skomplikowana i odzwierciedla problemy całego kontynentu. Niedawno w tym kraju odbyły się wybory prezydenckie, które wygrał Yoweri Museveni. Minęło aż 30 lat, a prezydenta po raz kolejny ogłoszono zwycięzcą... Na ulicach Ugandy znajduje się multum patroli policyjnych i wojska. Jak możemy się domyślać, opozycja nie uznała wyników wyborów, które wywołały falę pokojowych protestów, także w Londynie.

Jak czytamy w Gazecie Wyborczej:

"To była kampania strachuRządowe media w ramach propagandy chwaliły się zakupem opancerzonych pojazdów, przypominając tym samym o gotowości oddziałów specjalnych, na czele których stoi prezydencki syn.

Ugandyjska armia, hojnie sponsorowana przez Stany Zjednoczone w zamian za operacje zbrojne w Somalii, Demokratycznej Republice Konga, Sudanie Południowym i Republice Środkowej Afryki na ulicach stolicy straszy mieszkańców.

Policja wyszkoliła również ponad milion cywili, tworząc oddziały tzw. Crime Preventers - tłum. "Przeciwdziałacze przestępczości", nazywane przez obywateli "Promotorami przestępczości" (Crime Promoters). Cywilne oddziały odpowiedzialne są za bijatyki podczas wieców opozycji i setki bezprawnych aresztowań.

Tuż przed wyborami szef policji apelował o uzbrojenie tych cywilnych bojówek - "by broniły pokoju, o który tak długo walczono". Sekretarz partii (NRM) straszył wieśniaków, że w razie protestów w stolicy "pozabija ich dzieci".

- Jestem gotowy na wojnę. Mam dość, jestem zmęczony - mówi sprzedawca owoców, ćwiartując maczetą ananasa. - Nie ma handlu, ludzie zniknęli z ulic. Ci, co przechodzą, są zagubieni, wściekli i smutni. Iść czy nie iść na wojnę? Nikt nie chce rozlewu krwi, a wiemy, że armia nie będzie się z nami cackać. W imię pokoju pozostaje nam tkwić przez kolejne pięć lat w tej beznadziei? - rozważa uliczny handlarz.

Podczas wyborów w 2011 roku panowała zupełnie inna atmosfera. Tłumy na ulicach świętowały wygraną prezydenta tuż po ogłoszeniu wyników.



- Wtedy miałem nadzieję, że coś się zmieni. Prezydent za darmo rozdawał paliwo - mówi kierowca motocyklowej taksówki "boda boda". - Museveni obiecywał, że będzie się lepiej żyło. I co? Pięć lat minęło, a ja nie mam pieniędzy na szkołę dla dzieci.



Uganda skrywa pod ziemią 6,5 mld baryłek ropy, jednak kryzys naftowy na świecie i przepychanki inwestorów opóźniły spełnienie obietnic o "nowym Dubaju".



Rozrzutność partii rządzącej (NRM) podczas wyborów doprowadziła w 2011 r. do recesji. Przez kraj przetoczyła się fala licznych protestów przeciwko rosnącym cenom, korupcji i nieudolności publicznych instytucji."




 Jak widzicie sytuacja w kraju jest nieciekawa. Wszędzie wybuchają protesty, które bardzo szybko są dławione przez wojsko drastycznymi metodami. Kontrkandydat na prezydenta rzekomo siedzi w areszcie. 



Dosadne zdanie, które znajdziemy w wyżej cytowanym artykule mówi samo za siebie: 





"Obywatale już wiedzą, że prezydent, by zostać na piątą kadencję, gotowy jest strzelać do ludzi". 



Nic dodać, nic ująć. Sprawa jest poważna. Jestem przerażona tym, że takie rzeczy aktualnie dzieją się na świecie. Jeśli zainteresował was problem, więcej możecie poczytać tu: Wybory w Ugandzie - GW.


0 komentarze: